Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger | X X X
Cytat z nagłówka pochodzi z utworu "Violet Hill" zespołu Coldplay.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą au. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą au. Pokaż wszystkie posty

20.7.18

Niebo istnieje, naprawdę


4.


Severance Hospital w Seulu tonął w ciepłych barwach jesieni. Złotobrązowe kolory dobijały się poprzez okna razem z promykami słonecznymi. Wiele chorych postanowiło wyjść na dwór, cieszyć się piękną pogodą, która przerwała tydzień deszczu. Wiatr, który przyjemnie całował ich twarze był czymś, czego potrzebowali. Niektóre osoby wyszły po raz pierwszy od kilku miesięcy, co było słychać przez śmiechy i głośne, radosne rozmowy.
Sehuna obudziły głośne rozmowy pielęgniarek z Jonginem. Jedna z nich podeszła do okien i je uchyliła, natomiast druga rozdała śniadanie, typowe dla szpitali. Chłopak otworzył oczy i od razu wziął pilota, by podnieść łóżko w górę, a sam poprawił się, by było mu wygodniej. Sięgnął po jedzenie i próbował choć trochę zjeść, jednak wciąż był przerażony operacją, która miała sie odbyć na drugi dzień. Dużo osób powiedziałoby, iż nie ma się czego bać, podają Ci narkozę i nie czujesz niczego, jednak Sehun miał inne zdanie na ten temat. Po prostu się bał. Bał się, że operacja może się nie udać, a on zostanie zapomnianym nastolatkiem. Bał się, że resztę życia spędzi, jako kaleka. Miał wiele powodów, aby czuć niepokój.
- Co się dzieje? - z myśli wyrwał go Jongin, który ewidentnie martwił się o chłopaka. Dwudziestolatek usiadł na łóżku i wyciągnął coś z szafki obok. - To brelok z moim imieniem. Wiem, że to może wydać ci się dziwne, jednak chciałbym, żebyś mnie pamiętał i nie bał się tej operacji, lekarze są tu świetni! - uśmiechnął się szeroko i włożył brelok do dłoni Sehunowi. Również się uśmiechnął i zaczął przyglądać się prezentowi, który dostał. Imię Jongin było pięknie wygrawerowane w srebrze, a całość została przekształcona na unikatowy brelok, który należał już do Sehuna.
- Dziękuję, naprawdę - odpowiedział i spojrzał na starszego. Nagle jego perspektywa, co do chłopaka zmieniła się całkowicie. Zauważył, jak jego czarne włosy opadały mu na oczy i opaloną twarz, choć sama jego karnacja była dość ciemna. Jak pojawiały się zmarszczki koło oczu, gdy się szeroko i prawdziwie uśmiechał, a w tym samym czasie układały się w eye smile. Mały tik u jego lewej ręki, gdy czytał od czasu do czasu się trzęsła. Wszystko wydało się tak idealne, a jednocześnie tak rajskie, jakby stworzył go sam Bóg. Sehun nawet nie poczuł, jak samotna łza spłynęła po jego policzku. Przez moment poczuł się ważny, kochany i potrzebny; odkąd stracił mamę, nie czuł tych uczuć, były znów dla niego czymś nowym.
~~~
Była godzina siedemnasta dwadzieścia, dopiero wtedy odwiedził go ojciec z macochą. Ubrani oboje na czarno weszli na salę numer piętnaście, gdzie leżał ich syn i jego kolega. Sehun od razu zobaczył, że coś jest nie tak i zapytał o co chodzi. Kobieta i mężczyzna popatrzyli na siebie, i posmutnieli, oznajmili, iż druga najważniejsza osoba w życiu zmarła. Po długiej walce z chorobami oraz starością, zmarła jego babcia. Dopiero teraz chłopak zdał sobie sprawę, jak bardzo życie może być kruche. Jednego dnia ktoś żyje, posiada rodzinę i próbuje być najlepszą wersją samego siebie, a następnego może go nie być. Następnego dnia Sehun oddaje swoje życie w ręce lekarzy, jednak tak może być i z nim.
Wziął w dłoń brelok od swojego przyjaciela z sali i przycisnął mocno do serca. - Tak bardzo się boję, babciu - powiedział cicho.


a/n Dzisiaj troszeczkę krótszy rozdział, gdyż w następnym chcę głównie skupić się na niebie i jak to wygląda dla Sehuna. Mam nadzieje, że się spodoba. Nie został sprawdzony, więc wszystkie powtórzenia oraz błędy zostaną poprawione w przyszłości.

3  |  5►

20.7.18

Infant | kilka lat później

Tytuł: Infant
Gatunek: au, fluff, drabble
Paring: Kaisoo
Ostrzeżenia: Luhan to dziecko Kai'a i Kyungsoo.
Fabuła: Jongin, który jest członkiem popularnego zespołu na cały świat EXO, postanawia odejść, gdy dowiedział się, że jego życiowy partner będzie miał z nim dziecko.
Kyungsoo
Otworzyłem oczy, gdy tylko usłyszałem piskliwy śmiech, a następnie poczułem, jak coś ciężkiego ląduje na mnie i moim mężu. Podniosłem głowę i spojrzałem w stronę naszego syna. Wyglądał, jak miniaturka Jongina z moimi oczami. Jego włosy, skóra, nos - wszystko było dokładnie takie samo, jak u mojej miłości i byłem z tego bardzo zadowolony. Zawsze, gdy spojrzę, choćby na moment na Luhana, przypominają mi się momenty, gdy dowiedziałem się, że jestem w ciąży, ten strach przed powiedzeniem tego Jonginowi, ale również radość, iż my - dwójka mężczyzn może posiadać swoje własne dziecko, bez adopcji lub surogatki. Chwilę, jak poczułem, że coś się dzieje, a okazało sie to porodem. Chwilę, jak próbuje przeć i robić to, co mówi doktor. W momencie, gdy było po wszystkim i usłyszałem jego płacz, przyszła ulga, że teraz będzie tylko lepiej. Zacząłem się cieszyć, że akurat męska ciąża akurat trafiła na mnie.
- Lulu, a co tu robisz o tej godzinie? - zapytał Jongin. - Tatuś zaraz wstanie, zrobi Ci śniadanko i możemy dalej iść spać! - uśmiechnął się i wyszedł z łóżka. Ubrał szare spodnie od dresu i jakaś koszulkę, która znalazł w pobliżu. Luhan ucałował mnie w usta, a później złapał Kaia za rękę i razem zeszli na dół. Nie sądziłem nigdy, iż doczekam dnia, gdy mój mąż się ustatkuje i będę żył w szczęśliwej rodzinie. Z akcentem na rodzinę.

Po kilku minutach również postanowiłem wstać i udać się na śniadanie. Wyciągnąłem z szafy granatowe dresy, białą koszulkę, założyłem kapcie i zszedłem w dół. Pierwsze, co ujrzałem to chłopaki, którzy bawili się w kuchni. - Co mamy na śniadanie? - zapytałem śmiejąc się z nich. - Naleśniki! - krzyknął Luhan. Wziąłem go na ręce i go ucałowałem, a następnie Jongina. Moje życie jest teraz usłane różami.

Postanowiłam również napisać małego drabbla, jak to teraz wygląda u Jongina i Kyungsoo. Nie jest sprawdzany, więc mogą wystąpić powtórzenia. Chciałabym za niedługo sprawdzić całe Infant, więc parę szczegółów może się zmienić, ale dalej będzie miało swój klimat!

20.7.18

flower [taekook]

Tytuł: Flower
Paring: Taekook (Taehyung x Jungkook)
Gatunek: drabble, angst
Ostrzeżenia: morderstwo
Fabuła: Byłeś dla mnie kwiatem. Jesteś dla mnie kwiatem. Proszę, bądź moim kwiatem.
cover // story; cavstil
- Jungkook - zwróciłem się do niego delikatnym, ledwo słyszalnym głosem. Siedziałem na kanapie z pistoletem w dłoni, a on leżał obok stolika, wykrwawiając się. Przez długi czas patrzyłem przez okno na zmieniające się światła z koloru czerwonego na żółty, a potem zielony, dając znak kierowcom, że mogą ruszać samochodem lub przechodniom, że mogą przejść na drugą stronę ulicy. Na pięknie zachodzące słońce, dające ciepłe kolory. - Taki cudowny widok. Szkoda, że nie możesz tego zobaczyć - spojrzałem w jego stronę i szepnąłem.
Wstałem i podszedłem do mojego, już martwego kochanka. Leżał blady w kałuży swojej krwi, kosmyki włosów opadały na twarz, jednak usta dalej pozostawały różowe. Wyglądał, jakby dalej żył, był z moją osobą; jakby zaraz miał wstać i znów będziemy się kochać, jak przez całe nasze życie.

- Odkąd ciebie poznałem, zawsze widziałem w tobie kwiat, obojętnie jaki. Byłeś, jak z bajki. Piękny, rajski i fascynujący, lecz w tym samym momencie tak kruchy, jak płatki kwiatu. Bałem się Ciebie dotknąć, myśląc, że rozpadniesz się w moich dłoniach na kawałki. Obserwowałem Twoją osobę dość długo z oddali. Uśmiech rozpromieniający każdy pochmurny dzień, wspaniała sylwetka. Przez cały ten czas byłeś dla mnie, jak kwiat. Jungkook, jesteś moim ideałem - łzy zaczęły płynąc po mojej gorącej buzi. Usłyszałem pukanie do drzwi oraz dzwonek, a następnie kilka osób oznajmiających, iż są z policji; bym się poddał i oddał się w ich ręce. Nachyliłem sie nad moją miłością, pocałowałem go w polik, a następnie zamknąłem mocno oczy i przyłożyłem pistolet do głowy. - Kocham Cię, Jungkook. - strzeliłem, w tym samym momencie policja wyważyła drzwi, a nas obu już nie było.

hej, hej! witam Was z moim nowym drabblem, który w prawdzie miał być fluffem, a zmienił się w angst o morderstwie. Pragnę wrócić znów do pisania i na pewno w przyszłości zobaczycie kontynuację Niebo istnieje, naprawdę, Destroyed i reszty, której nie ruszałam od mojej dłuuugiej przerwy. Mam nadzieję, że Flower zostanie miło odebrane. Drabble jeszcze nie został sprawdzony, więc w przyszłości może troszkę się zmienić.

9.4.15

3. Niebo istnieje, naprawdę...

3.
Dokładnie w ten sam dzień przyszedł do mnie doktor i powiedział, że operację będę miał za dwa dni. Odetchnąłem z ulgą, bowiem mogłem się psychicznie oraz fizycznie przygotować się na to wszystko, co z moją osobą się wydarzy. Umrę lub pozostanę żywy. Osobiście wolałem w pewnym sensie umrzeć, to właśnie, dlatego paliłem papierosy i samookaleczałem się nieraz. Samookaleczenie, depresja i cały ten ból psychiczny nie były dobre dla mojego zdrowia. Wyniszczałem sam siebie, raz przez anoreksję, a innym razem przez bulimię. Ciąć zacząłem się już w szóstej klasie szkoły podstawowej, gdy wszystkie osoby z klasy ze mnie szydziły. Nie potrafiłem sobie sam pomóc ani nikt inny tego zrobić nie mógł, dlatego wtedy po raz pierwszy sięgnąłem po metalową część od temperówki. Wziąłem śrubokręt, starannie odkręciłem śrubę, a resztę niepotrzebnej mi już strugaczki wyrzuciłem gdzieś w kąt. Przyłożyłem plecy do szafy i osunąłem się na ziemię. Metalową częścią szybko przejechałem po ręce, zostawiając na niej poziomą, cienką linię. Krew powoli wypływała, a ból zaczął przybierać inną postać, mianowicie dużej ulgi. Biała linia przybrała kolor czerwonej. Pozwalałem krwi jeszcze trochę wypłynąć, po czym wziąłem trzy listki papieru toaletowego i położyłem na zimnej ręce, by wsączyło całą czerwoną wodę. Wstałem i otwarłem szufladę, która była pod umywalką, znalazłem w niej plaster, który idealnie pasował do rany. Przylepiłem go i wyszedłem powolnym krokiem z toalety. Tata nic nie wyczuł, myślał, że jestem szczęśliwym dwunastolatkiem, podczas gdy to była jedna z trzech prawd – gówno prawda. To był pierwszy raz, gdy postanowiłem się pociąć.
Moim drugim razem była klasa druga gimnazjum, gdy ludzie ze starej szkoły postanowili spieprzyć mi gimnazjalne życie doszczętnie. Wszyscy podchodzili do mojej nowej klasy i nagadywali na mnie jakieś bzdury, które aż w głowie się nie mieściły. Miałem dość życia. Od razu po przyjściu ze szkoły, chwyciłem żyletkę w dłoń i pociąłem oba uda. W poprzednim roku nauczyłem się tego, by ciąć tam, gdzie jest najmniej widoczne miejsce, bowiem wszyscy mają ciebie głęboko w dupie i nie przejmują się twoją sytuacją, nie ważne czy psychiczną, czy fizyczną. Powtarzałem wszystkie te czynności do końca trzeciej klasy gimnazjum.
W wakacje z trzeciej gimnazjum na pierwszą liceum, chciałem wszystko zmienić, dlatego poprosiłem ojca, byśmy się przeprowadzili, a on się zgodził. Powiedział, że sam myślał nad tym już od dłuższego czasu i dzisiaj chciał ze mną o tym porozmawiać. Ucieszyłem się na samą myśl, że będę mógł zacząć wszystko od nowa, dlatego też postanowiłem się całkowicie zmienić. Od przyszłego roku w nowej szkole chciałem być bardziej śmiały, nie tak jak aktualnie byłem nieśmiałym pośmiewiskiem klasy. Zmieniłem się doszczętnie.
Pierwszy dzień w nowej szkole nie był taki łatwy, jak można było sobie o tym pomyśleć, jednakże było dużo lepiej niż w poprzednich. Nikt nie patrzył się głupkowato na mnie, gdy przechodziłem przez korytarz. Żadna osoba nie wiedziała o mnie niczego, dlatego ten mój malutki świat uwielbiałem najbardziej.

▲▼

Usiadłem na łóżku, podpierając się łokciami o najwyższą część. Pragnąłem zobaczyć czy jakaś osoba z mojej rodziny została na korytarzu. Nigdy nie lubiłem, gdy ktoś za bardzo się o mnie troszczy, dlatego wolałem, aby nikogo tam nie było. Przeliczyłem się, ponieważ siedziała tam moja macocha, Seohyun. Z nią nigdy nie było nic wiadomo, raz dało radę przeprowadzić normalną konwersację, a minutę później zaczynała swoje zwyczajne gadanie. Kobieta była nienormalną zdzirą. Gdy ta nie słyszała, zawsze ją potrafiłem wyzywać od najgorszych, ponieważ wiedziałem, co robi za plecami mojego ojca. Codziennie lub cztery razy w tygodniu wychodzi po dwudziestej pierwszej, jedzie taksówką pięć ulicy dalej i wysiada pod najbliższą latarnią. Ściąga płaszcz, który zawsze ma na sobie i widać jej ubrania, bardzo obcisłe. Z bluzki prawie wylatują jej piersi, ubrała ją specjalnie. Wstyd mi za taką macochę. Zdzira. Od momentu, gdy moja prawdziwa mama zmarła, całe moje życie się posypało. Było po prostu do dupy.
Popatrzyłem się w prawą stronę i zobaczyłem śpiącego Jongina, który dodatkowo miał na uszach słuchawki od swojego telefonu. Nie rozumiałem jego nawyku spania ze słuchawkami w uszach, to było dla mnie nieetyczne, a tym bardziej dla zdrowia. Gdy śpisz, twoja osoba bardzo się wierci, dlatego każda słuchawka z osobna, którą możesz ,,włożyć do ucha" (a/n: taka), mogła po prostu uszkodzić ci coś w tym uchu. Jongin był posiadaczem takiej słuchawki, jednakże była bezprzewodowa, dlatego jego telefon leżał na stoliku. Po niedługim namyśle, postanowiłam, iż nauczę go, by nie spał w tym niosącym głuchotę sprzęcie. Usiadłem na łóżku, podniosłem się i szybko chwyciłem jego iphone'a. Kliknąłem w przycisk, który włącza ekran i przejechałem po nim placem w prawą stronę. Miał ustawiony kod, którego niestety nie znałem, jednakże pomyślałem, że warto spróbować tych najłatwiejszych sposobów, czyli ,,1234" - nie udało się, a telefon zaczął wibrować.
- Okej, Sehun. Jeszcze raz! - Pomyślałem i postanowiłem spróbować jeszcze raz. Kliknąłem w cyferki ,,2468", ale również się nie udało. - Do trzech razy sztuka, nie? - Zapytałem sam siebie i wcisnąłem datę urodzenia Jongina, czyli ,,9401". Szybko zamknąłem oczy, gdyż nie chciałem widzieć, czy znowu się nie udało. Tym razem aparat telefoniczny nie wibrował, więc otworzyłem oczy i zobaczyłem tapetę Kima. Trochę to było niemoralne ustawiać swoją datę urodzin na blokadę, ale on zawsze mnie czymś zadziwiał. Kliknąłem w ikonę muzyki i zobaczyłem piosenkę, którą aktualnie słuchał, a dokładnie ,,Robbers" The 1975. Po kliknięciu w głośnik, rozsunął mi się on cały, dlatego przesunąłem go na cały regulator i szybko odłożyłem telefon na swoje miejsce. Jongin za chwilę się podniósł i wyciągnął sprzęt z uszów.
- Ty jesteś nienormalny? - Krzyczał, bo nadal brzęczało mu w uszach. - Stary, ogłuchłbym. – Powiedział z kamienną twarzą, a ja nie mogłem przestać się śmiać z mojego współlokatora. Dzisiaj dopiero zobaczyłem jak to wszystko zmieniło moją osobowość i ogóle to, że nie byłem już taki aspołeczny jak wcześniej. Uwielbiałem przebywać z drugim człowiekiem, a gdy tego nie było, robiłem się znowu smutny i samotny. Cały ten rak wywarł na moje życie wielkie znaczenie, ponieważ to przez niego tak się zmieniłem. Zacząłem patrzyć na świat z otwartymi oczami i właśnie wtedy zobaczyłem, jaki on może być przepiękny bez tych wszystkich niepotrzebnych kłótni, które były stałym gościem u mnie w domu. Nie widziałem już świata przez przymrużone oczy i byłem z tego fakty naprawdę dumny. Mogłem wtedy stwierdzić, że faktycznie wszystko się zmienia, nic nie pozostaje takie samo i to było cudowne.
- Sehun, doktor powiedział ci w końcu, kiedy będziesz miał operację? – Zapytał ponownie Kim. Przypomniałem sobie, że był on w tym momencie w toalecie i nie słyszał niczego, co lekarz Wallen powiedział.
- Powiedział, że operację będę miał za dwa dni i żebym się do niej przygotował. – Odpowiedziałem w mgnieniu oka. Mężczyzna popatrzył się na mnie pytającym wyrazem twarzy. – Psychicznie i fizycznie. – Wyjaśniłem, a on zrozumiał, co mam na myśli. Każdy pacjent przed swoją pierwszą operacją się boi, dlatego lekarze wszystko mówią minimalnie dwa dni przed nią.
- Pierwsza operacja? – Zapytał.
- Tak – Odpowiedziałem krótko.

Dzień dobry! Przepraszam Was za kolejny tak krótki rozdział, jednakże ostatnio nie mam weny, a gdy mam nagle pomysł na jakiegoś one shota, to w mgnieniu oka on ulatuje. Hipsari powoli umiera, dlatego dodaję trzecią część w taki sposób, a nie inny. Bardzo Was przepraszam, ale mam nadzieję, że się spodoba, bo ta część jest może i nudna, ale bardzo ważna w całym tym opowiadaniu.
NIESPRAWDZONE!
Dodatkowo postanowiłam, iż zawieszę niektóre opowiadania, gdyż na razie nie mam na nie weny.

◄2   4

22.3.15

Destroyed #1

Tytuł: Destroyed (Mental Hospital sequel)
Gatunek: angst, au
Paring: Kaisoo
Ostrzeżenia: Przekleństwa
Sequel to: Mental Hospital
Fabuła: Jongin myślał, że już nigdy nie spotka swojego ukochanego. Los, jednak kryje w sobie niespodzianki.
A/N: Cóż ciekawego mogę powiedzieć o tym shocie. Na pewno to, że będzie on dosyć długi, dlatego postanowiłam go rozdzielić na kilka części. Dzisiaj kończony, więc mogą pojawić się błędy oraz powtórzenia wiadomości. W przyszły weekend powinnam go sprawdzić, ale nic nie obiecuję. W pewnym stopniu ten shot opisuje moje życie, więc jest dla mnie bardzo ważnym i nie chcę nic w nim zepsuć. W każdym razie jestem zadowolona z początków, ponieważ tak super go opisałam (przynajmniej tak mi się wydaje). Mam nadzieję, że się spodoba.
edit. do wszystkich tworów zostały dodane odpowiednie akapity
Powtórzenia są specjalnie. 

3 lata później

Moja historia, którą dzisiaj opowiadam ludziom, zaczęła się dokładnie trzy lata temu w szpitalu psychiatrycznym. Nigdy nie potrafiłem docenić tego, co dostawałem. Zawsze łaknąłem, by mieć wszystko, plus jeden. Życie odpłaciło mi się pięknym, za nadobne. Trzy lata temu straciłem jedyną ważną dla mnie osobę, Kyungsoo. Uświadomiono mi to dopiero dwa lata po opuszczeniu psychiatryka. Gdy mogłem czuć obecność Kyungsoo, nie czułem się samotnym samobójcą, lecz zwyczajną osobą, wraz ze zwyczajną przeszłością. Wszystko się popsuło.
Otworzyłem oczy, przetarłem je powoli i postanowiłem wziąć krótki prysznic, by cała przeszłość mogła opuścić mnie już na wieczność. Pragnąłem tego, aby historia się nie powtórzyła, tak jak to lubi robić, ale wiedziałem, że moje oczekiwania były zbyt wysokie. W końcu kiedyś będę się ciąć tak jak robiłem to przed szpitalem, w nim i teraz klika kresek. Wszystko powróci tak szybko, jakby w ogóle nie miało miejsca żadne zdarzenie, które było w moim życiu. Jednakże był tego jeden plus, a mianowicie to, że poznałbym Do Kyungsoo jeszcze raz i mógłbym powiedzieć mu, co do niego czuję. Całe moje szczęście, prysnęło kurwa jak bańka mydlana, której nie da się na nowo stworzyć.
Życie jest zabawne. Kiedy myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki robią się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo się zgubić.[1]
Wziąłem ręcznik i zacząłem wycierać ciało. Zauważyłem blizny na nogach, które zrobiłem przed pobytem w psychiatryku. Nigdy nie zwracałem na nie większej uwagi, myślałem, że to właśnie mój sens życia - robienie blizn dzięki żyletce i powolne umieranie. Nic nie mogło rozjaśnić mojego wnętrza, w którym cień tlił się od dawna. Jestem bardziej martwy, niż żywy.
- Przepiękne - pomyślałem na widok moich blizn. Od zawsze podobały mi się takie rany na ciele, wtedy widać było przez co przeszedł człowiek. Nienawidziłem osób, które od urodzenia miały idealne życie, dla mnie to było nierealne. Życie składa się z dwóch najważniejszych elementów, które idealnie ze sobą współgrają; element lepszy, czyli ten, w którym łapiemy wszystkie najlepsze momenty naszego życia i nie chcemy ich już nigdy puścić oraz element gorszy. W etapie tym, wszystko się nam rujnuje. Całe to perpetum mobile wystawia nas na próby, niektórych nie jesteśmy w stanie wytrzymać psychicznie i fizycznie. Nigdy potem nie jesteśmy tacy sami. Zmieniamy się. Nasz charakter jest inny, nabieramy zupełnie nowych cech, które za jakiś czas będziemy za wszelką cenę się pozbyć. To właśnie jest życie. Składa się ono z lepszych i gorszych etapów, nigdy nie jest idealne.
Wyszedłem z łazienki i podszedłem do szuflady, z której wyciągnąłem nową parę skarpetek i bokserek. Następnie podszedłem do szafy, otwarłem ją i wyciągnąłem z niej czarne spodnie od dresów i białą koszulkę. Na dworze było naprawdę przepięknie, dlatego postanowiłem wyjść i przejść się gdziekolwiek. To właśnie była ta zmiana, która nastąpiła po szpitalu psychiatrycznym. Już nie bałem się opinii ludzi na mój temat, tylko szedłem przed siebie, nie patrząc się na wyrazy twarzy innych. Wszystko z czasem przyszło naturalnie, automatycznie.
Wziąłem klucze do ręki i otworzyłem drzwi, pierwsze promienie słońca były już na mojej twarzy. Uniosłem rękę z kluczami, by te mnie nie raziły w oczy i powoli wyjść z domu, bez jakichkolwiek uszczerbków na zdrowiu. Opuściłem rękę i mogłem już zauważyć pierwsze dzieci, które bawiły się w tak piękną pogodę. Nienawidziłem dzieci, ale to był naprawdę cudowny widok, gdy te bawią się szczęśliwe ze swoimi rówieśnikami i rodzicami. Chciałbym wrócić do dziecięcych lat, gdy nie miałem tyle problemów co teraz. Kiedy dziwiłem się, że ktoś popełnił samobójstwo, bo w końcu życie to dar od samego Pana Boga i aktualnie co mogę o tym powiedzieć to, to jak szybko się niektóre rzeczy zmieniają.
Gdy wyszedłem przed ogrodzenie, skręciłem zaraz w prawą stronę, by przejść przez skróty do Starbucks'a. Bardzo lubiłem z niego kawę, poza tym nie lubiłem robić sobie jej sam. Jedno przysłowie mówi, że wszystko lepiej smakuje, gdy ktoś to przyrządzi, a nie gdy zrobi się to samemu. Uliczki były bardzo wąskie i pomalowane graffiti, czułem się tak jakbym grał teraz w jakimś filmie, który niestety nie zdobył żadnych nagród. Był po prostu beznadziejny, tak jak jest moje życie od samego początku. Ludzie mijali mnie, tak jakbym był zupełnie normalną osobą, ale pomyśleć, że gdyby dowiedzieli się, że taka nieśmiała osoba jak ja była w szpitalu psychiatrycznym, uważaliby, że na pewno zaraz wyciągnę pistolet i pozabijam ich wraz ze mną. No właśnie, ze  m n ą, ale się bałem.
Byłem już niedaleko Starbucksa, dlatego powoli wyciągnąłem już portfel z mojej torby, którą zdążyłem chwycić, gdy wychodziłem z domu. Często spotykałem się ze słowem ,,pedał" w moją stronę, właśnie przez tą torbę na ramię. Naprawdę nie mogłem zrozumieć tego ludzkiego pokolenia. Nikt nie był tolerancyjny, na ulicach można było spotkać tylko homofobów, rasistów i nikogo zupełnie normalnego. Pewnie jakbym im powiedział, że jestem gejem, poszczuliby mnie psami. Zero szacunku dla ludzi, którzy odstają od rzeczywistości.
Wszedłem do kawiarni, niektórzy ludzie spojrzeli w moją stronę, a za chwilkę wrócili do zajęcia, którym zajmowali się przed moim przyjściem. Kolejka do kasy nie była aż tak długa, jak mogło się to wydawać; osoby, które w niej stały, bardzo szybko składały swoje zamówienia, tak, że po jakiś czterech minutach sam mogłem je złożyć. Zamówiłem to co zwykle, czyli latte macchiato, tym razem jednak kawę wziąłem na wynos. W środku było pełno ludzi, nie lubiłem przebywania w takich zatłoczonych miejscach. Moje perpetum mobile było cały czas odseparowane od większej ilość ludzi, dlatego byłem dość aspołecznym człowiekiem.
Opuściłem sklep i postanowiłem przejść się przez park, uwielbiałem takie miejsca. Idealne do rozważania nad wszystkim i niczym; do porozmawiania z kimś na spokojnie lub po prostu do wybrania się na jakiś długi spacer po mieście, tak jak ja aktualnie postanowiłem zrobić. Jesień zbliżała się bardzo powolnymi krokami, choć można było już ją wyczuć w niektórych okolicach. Kochałem przechadzać się po ulicach pełnych od zieleni oraz je fotografować. Miałem jedyne zajęcie, które lubiłem robić, a mianowicie fotografia. Uważałem, że to unikatowe i wspaniałe, chwytać jakiś cudowny czas na malutkim zdjęciu.
Kończąc moją kawę oraz spacer, skręciłem nieświadomie w prawą stronę i znalazłem się w nieznajomej dla mnie uliczce. Chciałem jak najszybciej się stamtąd wydostać, by przypadkiem całkowicie się nie zgubić, ale moją uwagę przykuła malutka księgarnia, która aż prosiła się, aby do niej wejść. Widać było, że jest naprawdę stara i nie ma zbyt wiele klientów, ale z samego patrzenia na nią można było wywnioskować to, że codziennie przychodzili jacyś ludzie, którzy mogli zostać nazwani już stałymi klientami.
Postanowiłem do niej wejść, chciałem po prostu dowiedzieć się jak było w środku. Nogi zaczęły iść same, zanim się obejrzałem, byłem już w środku. Mój wzrok przechwycił tylko jedno stoisko z kasą oraz około sześć stołów, by ludzie mogli poczytać literaturę bez jej kupowania. Bardzo lubiłem takie miejsca, bowiem były one naprawdę wygodne. Na wszystkich sześciu stołach były poukładane książki, od tych starszych do najnowszych. Chwyciłem pierwszą z brzegu książkę i przeczytałem tytuł ,,Zbuntowana"; słyszałem o niej. Trylogia ,,Niezgodna". Chwilkę na nią patrzyłem, lecz po dłuższym namyśle postanowiłem, iż usiądę i zaglądnę do jej środka.
Tejże książka tak bardzo mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłem, że czytałem już rozdział piętnasty i nie mogłem się od niej oderwać. Wstałem więc z krzesła i podszedłem do kasy, by ją kupić.
- Przepraszam - krzyknąłem, by właściciel lub pracownik przyszedł. Przez pewien czas nikt nie przychodził, dlatego krzyknąłem jeszcze raz. Głowę odwróciłem do drzwi, skąd powinien wychodzić personel. Nie przeliczyłem się, faktycznie ktoś stamtąd wyszedł. Postura tego człowieka była mi bardzo dobrze znana, jednakże za Chiny ludowe nie mogłem przypomnieć skąd, dopóki nie ujrzałem jego twarzy.
To był Kyungsoo.
Ten Kyungsoo, którego poznałem w szpitalu psychiatrycznym i ten Kyungsoo, którego pokochałem wtedy i kocham do dzisiaj. Nie mogłem uwierzyć w to nieszczęście lub szczęście, które mnie spotkało. Nie byłem przygotowany na tak wczesne spotkanie z tą osobą. Los kryje za sobą wiele niespodzianek, ale po prostu to wszystko było za szybko. Mimo tego, że minęły pełne trzy lata, to i tak nie byłem na to przygotowany. Chyba nigdy nie byłbym.
- Dwadzieścia pięć złotych - powiedział, gdy wziął ode mnie książkę, a następnie uśmiechną się tym swoim promiennym uśmiechem. Widzę, że wyszedł całkowicie ze swojej depresji; odwyku można by powiedzieć. Stałem z portfelem w ręku i jak ostatni idiota, patrzyłem się na niego. - Wszystko dobrze? - zapytał.
- Ty. Nie pamiętasz mnie? - chciałem znów zobaczyć tego Kyungsoo, który widział we mnie tylko Jongina. Jongina, który był zwykłym dzieciakiem z niemałymi problemami. Każdy sądził mnie jako chłopaka bez przyszłości, z depresją, popijającego wódkę bezdomnego. On był tym, który był inny.
- Powinienem? - zapytał bez jakichkolwiek uczuć. Wiedziałem, że mężczyzna nie pozna mnie od razu, ale byłem bardzo zaskoczony faktem, że on mnie wcale nie poznał. Każdy kto widział mnie chociaż raz, zawsze poznawał moją twarz. Byłem więc w błędzie?
- Nie, przepraszam. Pomyliłem pana z kimś innym. - Powiedziałem i szybko rzuciłem pieniądze na blat. Kasa fiskalna wydrukowała paragon, zapakowałem książkę do torby i wyszedłem z księgarni. - Nigdy więcej tam nie wchodzić - powiedziałem sam do siebie. Wcześniej, gdy wchodziłem do tej ulicy, sądziłem, że można się bardzo łatwo zgubić. Myliłem się.

[1] - Cecelia Ahern, Love, Rosie

23.1.15

2. Niebo istnieje, naprawdę...

2.


- Czemu się śmiejesz? - zapytałem. Nigdy nie zdarzyło mi się, by dowolna osoba, która zapytała się mnie o wiek, się zaśmiała. Raczej są reakcje typu ,,Oh". On był pierwszy i chyba ostatni.
- Odruch. - Odpowiedział ze łzami w oczach, które oczywiście były ze śmiechu. Dziwiłem się, że ktoś potrafi rozpłakać się, kiedy się śmieje. Dla mnie było to niemożliwe, nie potrafiłem szczerze się uśmiechnąć, a co dopiero płakać. Nigdy nie robiłem tego przy drugiej osobie, moją reakcję próbowałem zawsze dostosować do sytuacji — gdy komuś było smutno, to ja także próbowałem być smutny; gdy ktoś był szczęśliwy, chciałem, aby widział, że ja także potrafię cieszyć się jego szczęściem. 
Nie umiałem. Moje ,,odruchy" były bardzo nienaturalne.
- Ty jesteś głupi sam z siebie, czy ktoś ci za to płaci? - zapytałem, gdy Jongin trochę się uspokoił.
- Gratis jest - nie oczekiwałem jakiekolwiek odpowiedzi od niego, ale to było kojące. W środku cały byłem uradowany, że chłopak potrafi mieć poczucie humoru w jego aktualnej sytuacji. Większość ludzi, którzy chorzy są na raka, nie mają zbyt dużo nadziei, że wyleczy się go. Każą odłączyć się od respiratora i umierają powoli na łóżku szpitalnym. W zupełności ich rozumiałem, jeszcze przed poznaniem Kaia myślałem o samobójstwie, chciałem zniknąć z tego świata pozostawiając po sobie otwarte blizny, które nigdy się nie zagoją. Po poznaniu jedynego szczęśliwego człowieka z rakiem, zrozumiałem, że ciche zniknięcie jest nierealne. Zawsze pojawi się osoba, która będzie bardziej cierpiała, niż jakikolwiek człowiek rodziny, a jej rany się nie zamkną.

Wyciągnąłem rękę do szafki i wyjąłem z niej paczkę Marlboro Gold 100's. Następnie, dzięki kijowi, który dała nam jedna z sióstr, by otwierać okno, uchyliłem je i wyciągnąłem z paczki szluga. Zapaliłem go i zacząłem kurzyć. Kochałem palić, było to jedno z moich ulubionych zajęć w ciągu dnia. Gdy macocha z ojcem krzyczeli na mnie za błahe sprawy, zazwyczaj wychodziłem i paliłem. Każda czynność wykonywania przy tym, odprężała mnie — zaciągnięcie się; przyjemne pieczenie w gardle, przełyku i w płucach; a na końcu wypuszczanie przepięknych kształtów z dymu. Paliłem po to, by szybciej umrzeć, ale powstawała także przyjemność, której nie mogłem się wyrzec.

Skończyłem palić, papierosa wyrzuciłem do mojej szafki i zaciągnąłem na siebie kołdrę, obróciłem się na lewy bok, tak, że byłem teraz twarzą do ściany. Była popękana w niektórych miejscach.
- Stara - pomyślałem, lecz wcale nie zdziwiłem się. Wszystko w budynku tego szpitala było przestarzałe, poczynając od samej budowli, po pielęgniarki. Nie pracowały tutaj młode dwudziestolatki, lecz kobiety w wieku lat czterdziestu pięciu do sześćdziesięciu. Szpital został wybudowany, aby starsze kobiety i starsi mężczyźni, mogli się tutaj wykazać. Do pracy przeważnie biorą młode siostry, a tutaj wolą doświadczone i z większą wiedzą.
Ojciec wybrał go ze względu na moją prawdziwą mamę. To tutaj zmarła, dnia dziesiątego stycznia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego szóstego roku. Bardzo przeżywałem jej odejście, wiedziałem, że nigdy już nie spotkam tej cudownej kobiety. Brakowało mi jej wtedy i brakuje mi jej dzisiaj. Ona cały czas siedziałaby przy mnie i całowała w czoło, jak wtedy, gdy nie mogłam zasnąć, bo myślałem, że w szafie i pod łóżkiem są potwory. Mówiłaby do mnie, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku, bo ludzie zostali stworzeni po to, by umierać. Każdy kiedyś umrze - jedni szybciej, inni później i ja jestem jednym z tych osób, które prawdopodobnie umrą w młodym wieku. Kochałem moją prawdziwą mamę bardziej niż ojca. Najgorszą chwilą w moim życiu było to, jak przedstawił mi swoją nową wybrankę. Było to zaledwie dwa lata po śmierci mamy. Podejrzewałem, że miał kochankę, ale nie powinien brać z nią wtedy ślubu. Nie byłem gotowy na nową mamusię i nadal nie wierzę w to, że stało się to w prawdziwym życiu; że ojciec miał kochankę, gdy wiedział, iż mama jest w stanie bardzo ciężkim i powoli wszystko w niej obumiera. Nie wyobrażam sobie tego, co ona musiała przeżywać, gdy ten pieprzył się z Sohyun, a ona leżała na stole operacyjnym. Wtedy jeszcze była szansa na jej przeżycie, ale na końcu swojej przygody po prostu dała spokój i była jak roślina - niby żyje, ale jej obecności nie da się wyczuć.

Obróciłem się na prawy bok i zobaczyłem Jongina, który grał w jakąś grę na telefonie. Teraz, gdy przyzwyczaiłem się, że on tutaj jest, lepiej się czuję. Mogę wreszcie otworzyć do kogoś buzię i poopowiadać wszystko co mi się przytrafiło. Byłem uradowany faktem, że nie muszę tego trzymać w sobie; że mogę komuś się wyżalić i ta osoba to słucha. Moje życie składało się głównie z posłuszeństwa się ojcu. Robiłem to co on chciał i nie miałem nic do gadania, swoje uczucia trzymałem głęboko w środku mojej osoby, by nikt się nie dowiedział, co tak naprawdę czuję. Właśnie dlatego teraz nie potrafię zachowywać się odpowiednio, gdy ktoś jest smutny lub szczęśliwy. Byłem robotem ojca, a roboty nic nie czują. Do czasu, gdy mama zobaczyła jak płaczę. Podeszła i ucałowała mnie w czoło, pozwoliła, by wszystkie bóle wyszły na jaw. Nie potrafiłem powstrzymać moich łez, a potem odeszła. Nawet nie walczyła, aby móc opiekować się swoim dzieckiem. Zostawiła mnie na pastwę losu. Nie mam jej tego za złe, nie potrafiła wytrzymać z tatą, którego przez dwa lata przed jej śmiercią, nie było całymi dniami w domu, ponieważ był u Sohyun. Mama nie dawała mi żadnych oznak, że coś jest nie tak. Chciałem być taki jak ona i dalej chcę.

- Kiedy będziesz miał operację? - Zapytał, a ja otworzyłem oczy, które wcześniej zamknąłem. Byłem tak strasznie zmęczony, miałem dość leżenia w łóżku. Chciałem wyjść na świeże powietrze i pooddychać nim. Zapach szpitala i reszty chorych tak bardzo śmierdział.

- Nie wiem, jeszcze nie ustalili po ostatnich badaniach. - Odpowiedziałem ze smętną miną w jego stronę. Miałem nadzieję, że operację zrobią mi niedługo i wreszcie będę mógł żyć swoim życiem, bowiem miałem dość podporządkowywania się ojcu. Miałem dziewiętnaście lat, wszystko było ustalone, że za miesiąc wyprowadzałem się od niego i los akurat w takim momencie napatoczył taką niespodziankę.

Wiem, że rozdział jest krótki, ale tak jak wcześniej zapowiedziałam - będę dodawała tak, jak są części. Jedne są dłuższe, a inne krótsze i tak wypadło, że rozdział drugi jest króciusieńki, drabbl można powiedzieć. Mam nadzieję, że się spodoba, bo w sumie ja jestem z siebie dumna. Nigdy tak nie rozpisałam się przy akapitach i chyba powinnam robić to częściej, haha.
Jestem na początku miniaturki ,,Don't give me so much pain" z paringiem z lotra, ale za ciula nie mogę znaleźć na nią weny (rozdział drugi NIN tak naprawdę powstawał przedwczoraj i wczoraj), więc jeszcze poczekacie. Mam zaczęty także sequel do Mental Hospital, ale nie wiem jak to wyjdzie i kiedy go dodam.
Poza tym dziękuję za tylu obserwatorów i za wszystkie komentarze. Jeszcze raz mam nadzieję, że sie spodoba i do zobaczenia!
Zdjęcie ma być złej jakości.

8.1.15

5. Infant [kaisoo]

            Tytuł: Infant
            Gatunek: au, fluff, angst
            Paring: Kaisoo
            Ostrzeżenia: Przekleństwa, Luhan to dziecko Kai'a i Kyungsoo.
       Fabuła: Jongin, który jest członkiem popularnego zespołu na cały świat EXO, postanawia odejść, gdy dowiedział się, że jego życiowy partner będzie miał z nim dziecko.
          A/N: Dzisiaj krócej, niż zwykle, ale nie chciałam tego bardziej rozbudowywać. Jest to ostatnia część tego drabbla, ale zastanawiam się nad sequelem do tego - jak chłopakom się teraz powodzi etc, więc piszcie, co o tym myślicie. Mam zaczętą drugą część NIN i mam nadzieję, że skończę ją na przyszły tydzień, ale nic nie obiecuje. Jeżeli tego nie skończę, będzie ona dopiero w ferie ;;;;;
Powtórzenia są specjalnie.

Jongin

Schodząc na dół, cały czas śpiewał tą piosenkę. Miałem jej serdecznie dość, ale ze względu na niego, nie okazywałem tego. Gdy jest się zakochany, można wytrzymać wszystko, tylko by nasza druga połówka była szczęśliwa. Widziałem, że jest w pełni szczęśliwy, ale w środku ewidentnie coś go gryzło. Za wszelką cenę, pragnąłem wiedzieć co.
Podszedł do mnie i ucałował w policzek. Stęskniłem się za tym. Była to jedyna rzecz, której nie miałem i nie mogłem tego przeboleć. Chciałem codziennie budzić się koło mojego ukochanego i codziennie dostawać od niego całusy w usta lub poliki. Chciałem go mieć przy sobie cały czas i miałem tylko nadzieję, że gdy ja jestem w pracy, on nie ma jakiegoś pomysłu, by wyprowadzić się albo mnie zostawić. O n  był całym moim światem.
- Dzień dobry - powiedziałem uśmiechając się do niego, lecz w moich oczach widać było smutek. Martwiłem się o  n a s, o niego i o nasze dziecko. Byłem gotowy rzucić pracę w cholerę i być na każde jego zawołanie. Kiedy tylko to powie.
- Jongin, nie będę owijał w bawełnę. Chcę porozmawiać z tobą, o nas. - Odpowiedział, a ja zacząłem się trząść. Bałem się, że w tym momencie powie mi, abym wynosił się z jego życia. Sądziłem, że usłyszę wszystkie słowa, których usłyszeć nie chciałem. - Co zamierzasz zrobić, gdy już nasze dziecko się urodzi? - Zapytał, nawet się na mnie nie patrzył, tylko robił śniadanie.
- Odejdę z EXO, Kyungsoo. Poszukam tutaj pracy i jakoś to będzie. - Popatrzył się na mnie z politowaniem, uniosłem kącik ust do góry. - Teraz to wy jesteście dla mnie najważniejsi — ty i Luhan. - Gdy wypowiedziałem imię Luhan, podszedł do mnie i utulił. 
- Kocham Cię i zawsze będę. - Powiedział po czym pocałował w usta. Wiedziałem, że o nic nie muszę się już martwić. Był cały mój i wiecznie mogłem się nim rozkoszować.

1.1.15

Infant | Four

            Tytuł: Infant
            Gatunek: au, fluff, angst
            Paring: Kaisoo
            Ostrzeżenia: Przekleństwa, Luhan to dziecko Kai'a i Kyungsoo.
         Fabuła: Jongin, który jest członkiem popularnego zespołu na cały świat EXO, postanawia odejść, gdy dowiedział się, że jego życiowy partner będzie miał z nim dziecko.
          A/N: Witam was kochani już z czwartą częścią drabbla z Kaisoo. Na początku chciałabym wam tak cholernie mocno podziękować za komentarze w tamtej części, ponieważ one mnie tak bardzo motywują do tego co robię. Tak naprawdę nie mam cierpliwości i już ponad tysiąc razy chciałam usunąć tego bloga (a przynajmniej nie dodawać postów). Sądzę, że w ogóle nie nadaję się do tego, ponieważ jest masę lepszych ode mnie autorek, a jednak czytacie to wszystko. To jest wspaniałe.
No i też jestem na siebie troszkę zła, gdyż są tutaj osoby, które komentują mi praktycznie wszystkie posty, a ja tego nie robię... Dlatego, gdy będę miała czas (a uwierzcie lub nie, trudno mi go znaleźć) spróbuję przeczytać, to co wy piszecie (chociaż mniejszość) i odwdzięczyć się jakoś c:




Kyungsoo
Ósma zero jeden. Otworzyłem oczy i pierwsze co zobaczyłem, to biały sufit. Lubiłem długie przesiadywanie w sypialni i patrzenie na niego. Naprawdę nie miałem pojęcia, co było w nim takie piękne, ale potrafiłem spędzić tak leżąc kilka godzin i tylko się na niego patrzeć. Teraz, gdy wreszcie Jongin ze mną jest, nie mogłem tak długo leżeć, choć dlaczego nie, w końcu w ciąży jestem. Jestem w szóstym miesiącu ciąży, a jak w nią zaszedłem, wciąż pozostaje dla mnie pytaniem. Czytałem wiele razy wiadomości na ten temat - że plemniki osoby dominującej są inne niż zwykle.
Największą nieznaną wciąż pozostaje to, jak urodzę Xiao Lu. Chciałem nie sprawdzać tego w internecie, ale moja ciekawość wzięła górę i wyszukałem to w Google. Okazało się, że są dwa wyjścia; 1. Siłami natury przez otwór, którym wychodzi kał; 2. Cesarskie cięcie, które moim zdaniem było najlepszym sposobem urodzenia dziecka przez mężczyznę. Dlaczego pozostaje to nieznaną informacją, podczas, gdy już wszystko sprawdziłem? Jeżeli zdecyduję się na urodzenie dziecka siłami natury, to co ze mną jest nie tak, że zaszedłem w ciążę?
Wszystkie pytania, co ze mną będzie i jak to będzie, dręczyły mnie cały czas. Dzień i noc. Nie wyobrażałem sobie wyjścia z brzuchem - którego i tak nie mogę już niczym zakryć - na dwór. Cały czas boję się, że się zapomnę i tak po prostu pójdę do sklepu i, gdy wejdę wzrok wszystkich ludzi będzie przeszywał mnie od stóp do głów. Może pomyślą, że jestem taki pulchny, a może po prostu wywalą mnie ze sklepu, bo będą wiedzieli, że jestem jednym z niewielu wybryków natury.

Wygrzebałem się z łóżka i podszedłem do szafy, z której wyciągnąłem moją ulubioną bluzę, która miała nadruk imienia Jongina. Do niej dobrałem czarne dresowe spodnie, w których praktycznie cały czas chodziłem. Nie miałem tej tendencji, by ubierać się elegancko, gdy wiem, że nigdzie nie wychodzę. Wolałem chodzić w dresach, a eleganckie ubrania zostawiać na poważniejsze okazje. Poszedłem do łazienki i odświeżyłem się. Kochałem takie poranne prysznice, po nich czułem, że żyję. Zawsze, gdy wstawałem, to czułem się, jakbym był na haju, a po nich mogłem wreszcie się tak porządnie ogarnąć.
Jeszcze, gdy w  n a s z y m  domu byłem sam, zawsze rano wszystko sprzątałem — od łazienek po wszystkie sypialnie, do kuchni. Byłem typową kobietą w domu — gotowałem, sprzątałem i ogólnie zajmowałem się tym wszystkim, co kobieta powinna robić. Jongin natomiast był typowym facetem, ale nie przeszkadzało mi to. Dopóki  o n  był szczęśliwy,  j a  także.
Wysuszyłem włosy, ubrałem się i odetchnąłem ciężko. Czyli teraz tak będą wyglądać wszystkie poranki? Będę budził się z nadzieją, że Kai leży koło mnie w łóżku, ale jego nie będzie. Każdy uważał, że już się do tego przyzwyczaiłem, lecz gdyby być szczerym, to nie znoszę tego jak niczego innego w świecie. Budzić się  s a m, jak to obrzydliwie brzmi.

Wreszcie wyruszyłem do kuchni, tak jakbym miał przeczucie, że Jongin będzie tam siedział. Przeszedłem przez korytarz i jak tylko go zobaczyłem, zacząłem śpiewać piosenkę Libera ,,Dzień dobry, kocham Cię!". Miałem tylko nadzieję, że ona mu się nie znudziła, podczas, gdy ja już nią wymiotowałem. Schodząc po schodach, dalej śpiewałem tą piosenkę, lecz tak naprawdę chciałem z nim porozmawiać na poważnie. Chciałem wreszcie dowiedzieć się od niego, jak sobie wyobraża mieć dziecko, gdy nie ma go tyle czasu w domu. Chciałem także wiedzieć, co będzie z  n a m i  i naszym dzieckiem.


,,Umieranie jest proste, to życie jest trudne"[1]


[1] - Gayle Forman ,,Zostań, jeśli kochasz"


--------------------------------------------------------
Poza tym, dzisiaj jest pierwszy stycznia 2015 roku, chciałabym wam życzyć, aby ten rok był lepszy od poprzedniego!

26.12.14

Mental Hospital

            Tytuł: Mental Hospital
            Gatunek: drabble, character study
            Bohaterowie: Kim Jongin, Do Kyungsoo
            Paring: kaisoo?
            Ostrzeżenia: Przekleństwa, wzmianki o samobójstwie
            A/N: Pomysł na ten one shot wpadł mi niedawno do głowy i postanowiłam jak najszybciej go zrealizować. Nie jestem z niego bardzo zadowolona, ponieważ chciałam opisać życie Jongina przez rok, nie tylko trzy miesiące. Jednakże nie jest on taki zły, jak mi się wydawało. Mam nadzieję, że się spodoba.



Pierwszy lipiec, 2013 rok.
Dzisiaj jest mój pierwszy dzień w szpitalu psychiatrycznym. Wchodząc do niego, widziałem jakąś dziewczynę, a w jej oczach strach i szaleństwo. Boję się, że skończę tak samo.

Drugi lipiec, 2013 rok.
Moja pierwsza noc w tym wariatkowie już za mną, jednakże nie mogłem spać. Cały czas słyszałem krzyki innych chorych. Jak inni mogą tak sobie spokojnie zasnąć przy tym łomocie?

Dziesiąty lipiec, 2013 rok.
Minęło osiem dni od mojego ostatniego wpisu w tym notatniku. Jest to jedyna rzecz, które przypomina mi o tym, bym nie zwariował. Przez te dni poznałem dość dużo osób, między innymi Marię, która do tego miejsca przyjechała w ten sam dzień, gdy ja.

Jedenasty lipiec, 2013 rok.
Jest dokładnie dwudziesta druga zero jeden, znowu nie mogę spać przez krzyki pacjentów, a dokładnie Johna, którego poznałem szóstego dnia mojego pobytu w tym szpitalu. Chłopak krzyczy i budzi się co chwile, bo boi się, że przyjdzie po niego jego ojciec i znowu zacznie go bić wszystkim, co napatoczy się pod jego ręką.

Trzynasty lipiec, 2013 rok.
Godzina ósma, przepiękna godzina. Dzisiejszy dzień to dzień odpierdalania. Cały dzień w łóżku, nareszcie.

Piętnasty lipiec, 2013 rok, godzina 00:00
To już piętnaście dni od mojego pojawienia się w tym jebanym psychiatryku. W sumie zaprzyjaźniłem się tutaj już praktycznie ze wszystkimi. Początkowo miałem odruch wymiotny, gdy ktoś z tego miejsca się do mnie odzywał, ale w końcu sam jestem pojebany, więc czemu mam się do nich nie odzywać.

Pierwszy sierpień, 2013 rok.
Miesiąc. Minął już jeden, pełny miesiąc. Przez ten cały czas chodziłem do lekarzy, którzy mieli mi pomóc przestać się ciąć, zażywać w większych ilościach tabletek i ogólnie wybić mi z głowy samobójstwo. Jestem na początku mojej drogi wyjścia z depresji, ale już czuję się o wiele lepiej, niż czułem się kiedyś.

Dziesiąty sierpień, 2013 rok.
Jestem mega szczęśliwy. Poznałem dzisiaj chłopaka, Do Kyungsoo, który ma takie same problemy jak ja i cały czas spędzamy praktycznie ze sobą. Na reszcie znalazłem kolegę, z który mogę normalnie porozmawiać o wszystkim.

Trzydziesty pierwszy sierpień, 2013 rok.
Każda osoba w psychiatryku powie wam, że trzeba prowadzić swój notatnik, byś nie zwariował. Maria, którą poznałem w pierwszych dniach, przestała go prowadzić i tak nie mieli innego wyjścia niż zakłuć ją w kaftan. Szkoda dziewczyny, była bardzo pogodną osobą.

Drugi wrzesień, 2013 rok.
Od dzisiaj zaczynam moją terapię z Kyungsoo. Lekarze stwierdzili, że lepiej będzie, gdy będziemy mieli partnera w naszej sytuacji i bardzo cieszę się, że wypadło na Do.

Piąty wrzesień, 2013 rok.
Od trzech dni udzielam się na terapii bardzo często i przestałem się ciąć. Sądzę, że wszystko to dzięki doktorom. Wszystko co słyszałem o psychiatryku było nie prawdą.

Ósmy wrzesień, 2013 rok.
Nie tnę się od siedmiu dni, to mój życiowy rekord. Normalnie na moich rękach byłoby pełno blizn oraz w szpitalu miałbym płukanie żołądka. Doktor Smith jest naprawdę wspaniałą i nadzwyczajną kobietą, nigdy nie poddaje się, bo wie, że może pomóc ludziom.

Dwunasty wrzesień, 2013 rok.
Doktor Smith powiedziała, że ja i Kyungsoo możemy niedługo wyjść ze szpitala. Jeszcze nie ma ustalonej daty, kiedy dokładnie, a uważam, że pierwszego października już powinienem być w domu.

Szesnasty wrzesień, 2013 rok.
Dopiero dzisiaj powiedziała nam kiedy możemy wrócić do naszych rodzin i wcale się nie myliłem. Pierwszy październik to dzień, gdy każdy nas może opuścić to zakichane miejsce i niestety, iść własnymi ścieżkami. Przez te dni bardzo się do Kyungsoo przywiązałem.

Dwudziesty piąty wrzesień, 2013 rok.
Za pięć dni opuszczam psychiatryk na zawsze. Dziękuję Bogu, że wytrzymałem te trzy miesiące tutaj, ponieważ często miewałem myśli samobójcze. ,,A może już nic mi nie pomoże?", to pytanie towarzyszyło mi przez długi czas - od przekroczenia progu szpitala, by wejść i zaczęcia terapii. Teraz już wiem, że istnieją ludzie, którzy mogą mi pomóc, między innymi Kyungsoo i Doktor, którzy wytrwale dążyli ze mną, bym się przełamał.

Dwudziesty siódmy wrzesień, 2013 rok.
Zostały tylko cztery dni, które są sądem ostatecznym. One wyznaczają czy dalej zostanę, czy wyjdę. Bardzo chciałbym zostać ze względu na Do, ale obiecał mi, że gdy ja przestanę myśleć o śmierci, to on też się zmieni. Zmienił się, bo chciał bym był szczęśliwy.

Trzydziesty wrzesień, 2013 rok, godzina 23:59
Jestem już spakowany na jutro. Jestem tak bardzo szczęśliwy, że mogę wyjść wreszcie z tego miejsca, że jest to niewyobrażalne.

Pierwszy październik, 2013 rok.
Dzisiaj jest to mój ostatni wpis do tego dziennika, który zostanie w szpitalu psychiatrycznym im. Johna Greena na zawsze. Bardzo chciałem wszystkim tutaj podziękować za troskę, którą daliście mi w tych trzech miesiącach. Za bezpieczeństwo, bo pomimo tego, że niekiedy bałem się krzyków Johna i, że ktoś przyjdzie w nocy udusić mnie poduszką, to zawsze ktoś stał na straży, by to się nie stało. Dziękuję doktor Smith, która po prostu wyciągnęła mnie z tego nałogu. Dziękuję również Kyungsoo, którego tak naprawdę kochałem od początku naszej znajomości, ale bałem się mu o tym powiedzieć. Spróbuję o nim zapomnieć, bo i tak nigdy się już nie spotkamy. Do widzenia.


----------------------------------------------------------------------------
Mało opisanych uczuć Jongina, gdyż planuję do tego sequel, w którym dowiecie się od początku co się działo przed szpitalem i po.

20.12.14

1. Niebo istnieje, naprawdę...

            Tytuł: Niebo istnieje, naprawdę...
            Paring: Sekai
            Gatunek: AU, Angst
            Ostrzeżenia: Przekleństwa
        Fabuła: Sehun podczas operacji serca umiera i odwiedza niebo. Przed wejściem do krainy wiecznego szczęścia, stoi Św. Piotr, który tłumaczy mu, że są dwa wyjścia tej sytuacji. Godzisz się na śmierć i idziesz do nieba, nie zaznajesz bólu, cierpienia smutku, ale nie zaznajesz nigdy więcej miłości. Drugim wyjściem jest powrócenie do świata żywych, jednakże wtedy wszystkie bodźce doznajesz dwa razy bardziej; cierpisz dwa razy bardziej, ale także dwa razy bardziej doznajesz miłości. Co wybierze Sehun?
           A/N: Dobry dobry kochani. Od razu, na początku chciałam wam powiedzieć, że całą jedynkę pisałam przy melodii, którą dałam jako soundtrack, ale jeśli coś nie będzie pod nią, to zrozumiem i możecie wtedy włączyć inną piosenkę. W jednym momencie są pochylone słowa, więc jeśli tylko je przeczytacie, to utworzą zdanie.
Jeżeli chodzi o części, to postanowiłam podzielić tego one shota na tyle części ile ma, dlatego dzisiaj dodaję tylko jedynkę
Przepraszam za błędy w tekście, nie był on sprawdzany (jeśli są gdzieś literówki, to napiszcie w komentarzu, a ja poprawię). Powtórzenia są specjalnie.
Tekst pochylony i w cudzysłowie to wspomnienia.
Jeżeli akapity będą krzywe, to wina tylko i wyłącznie bloggera, ily.



1.

melody | Sehun
Pamiętam, jakby to było zaledwie wczoraj. Obudziłem się w białym pomieszczeniu. Byłoby inaczej, gdyby choć jedna rzecz była innego koloru, niż biały. Białe ściany, biała pościel, wszystko białe. Cholerny depresyjny kolor. Zamknąłem oczy i pomyślałem, że gdy znów je otworzę, będę w innym pomieszczeniu.
- Raz, dwa, trzy. - Policzyłem i otworzyłem oczy z nadzieją. Nadal jestem w pomieszczeniu o zakurwiście depresyjnym kolorze. Tak, to był szpital. Wszędzie tutaj śmierdziało - samym szpitalem, jak i chorymi. Na sali leżałem sam, za co byłem wdzięczny Bogu, nie mógłbym znieść mojego pokojowego towarzysza, lubiłem być sam, więc raczej ta osoba nie byłaby moim znajomym.
- Kurwa, zajebana mać. - Przekląłem w myślach, ponieważ wiedziałem, że nie wydostanę się stąd szybko. Miałem przeczucie, że jest coś ze mną nie tak, bo jednak nie trafia się do szpitala, gdy jest się w stu procentach zdrowym.
Do pokoju, gdzie leżałem weszła moja macocha. Moja prawdziwa mama zmarła dziesięć lat temu na nowotwór, dokładnie chorowała na kostniakomięsaka. Miałem wtedy dziewięć lat i niezbyt wiedziałem, że to bardzo paskudna choroba. Dowiedziałem się dopiero, gdy poczytałem trochę wiadomości w internecie, tata nigdy nie chciał rozmawiać o mamie. Zawsze powtarzał przy mnie ,,Nie liczy się przeszłość, tylko to co jest teraz", jednak jak mogłem nie zapytać co stało się z rodzicielką.
- Dzień dobry, Sehunie. - Uśmiechnęła się, lecz widziałem smutek w jej oczach. - Dobrze się czujesz?
- Możesz nie owijać w bawełnę i powiedzieć co mi jest? Do szpitala nie trafia się tak z dnia na dzień, musi mi coś być. - Odpowiedziałem ze złością, jednakże nie mogłem się na nią złościć, była dla mnie drugą matką. Niestety, nie mogła mi zastąpić tej prawdziwej, starała się i dalej stara, bym wreszcie ją zaakceptował, lecz nie mogłem.
- Tato ci wszystko wytłumaczy. - patrząc na swoje palce u rąk, kciukami kręciła kółka w nieskończoność. Wtem wszedł ojciec z lekarzem, wyprosił macochę na chwilkę i obaj podeszli do mojego łóżka. Lekarz ubrany był w biały fartuch, czarne spodnie i buty. Na widok innego koloru trochę się rozpromieniłem. Miałem dość bieli, która była po prostu  w s z ę d z i e. Ojciec usiadł na krześle obok i zapadła cisza. Przeszywała ona całe moje ciało, które drżało od zimna, gdyż w pokoju, w któryn byłem zepsuły się grzejniki.
- Sehun, mamy złe wieści. - Powiedział doktor patrząc raz na tatę, a raz na mnie. - Masz nowotwór, nie pozostało ci wiele dni życia. Dzisiaj jeszcze zostaniesz przewieziony na inną salę, byś nie był taki samotny. W przyszłym tygodniu będziesz miał drugą operację i dopiero po niej będziemy w stanie zobaczyć, co i jak. - zacząłem drżeć. ,,Jak to mam raka? Ile jeszcze pożyję? Dlaczego to stało się tak szybko?", wszystkie tego typu pytania zaczęły mnie nękać. To było jak mantra, cały czas je powtarzałem, aż w końcu nie wytrzymałem, postanowiłem zapytać ojca.
- Chorujesz na takiego samego raka, którego miała twoja matka. Naprawdę nie wiem ile zostało ci życia, ale... - Głos w połowie się mu załamał - Spróbuję wszystkiego, byś ostatnie twoje dni przeżył jak najlepiej.
Tata ucałował mnie dzisiaj ostatni raz w rękę i wyszedł powoli z sali. Za pięć minut wpadły pielęgniarki, które miały mnie przewieść na salę, w której będę miał towarzysza. Chciałem zaprotestować, jednak nie mogłem wydusić z siebie ani jednego słowa. Nadal byłem w szoku, nie mogło to do mnie dotrzeć, że niedługo umrę (a raczej, jeśli operacja się uda, to jeszcze trochę pożyję). W tym momencie miałem tylko plan, by popełnić samobójstwo. Nie zostało mi dużo do pożycia, to dlaczego nie miałbym już umrzeć, i tak nikt nie tęskniłby za mną. Ojciec całe życie przejmował się tylko tą swoją nową małżonką, nic innego się dla niego nie liczyło; nawet ja. Ona, czyli Sohyun; dziwka, kurwa, szmata, pizda. Nic innego o niej nie dało rady się powiedzieć; każdy wiedział, że daje dupy za plecami mojego ojca, ale ten jakby był po prostu ślepy. Nie zauważał u niej żadnych wad, sądził, że ta szmata jest idealna; nie była.
- Kurwa mać, mam dość! - krzyknąłem w myślach, kiedy pielęgniarki praktycznie dowoziły mnie do pokoju, gdzie miałem mieć ,,kolegę".
- Sehun, nie denerwuj się. Bardzo dobrze wiemy to, że chciałbyś być sam w pokoju, lecz gdy dowiedziałeś się o tym, że masz raka, to nie możemy pozwolić sobie na to, byś został bez żadnej osoby. Wiemy też to, że chciałbyś sobie zrobić coś złego; na przykład popełnić samobójstwo. Szpital na to nie pozwala. Tego raka da się wyleczyć przez operację i dobrą rehabilitację, nie przejmuj się. - Powiedziała ostro pielęgniarka, która widziała to, że ze złości prawie rozszarpałem kołdrę.
Otworzyły powoli drzwi, główna siostra popchnęła moje łóżko w stronę okna. Wiedziałem, że ono tam jest; było strasznie jasno w pokoju, nie tak jak w poprzednim - malutkie okienko, które ledwo co wpuszczało do niego światło.
- Jonginah, to jest twój nowy kolega. Spróbujcie się nie pozabijać; Sehun, do ciebie to głównie się odnosi! - Powiedziała, po czym wyszła z resztą. Na początku była cisza, która aż świergotała mi w uszach. Kochałem zostawać sam, ale zawsze mówiłem do siebie. Teraz zbyt boję się coś powiedzieć, gdyż ten osobnik może to usłyszeć. Co jeśli czyta w myślach? Co jeśli słyszy to co ja teraz do siebie mówię?
- Cześć nowy, Jongin jestem, a ty? - Przedstawił się pierwszy. Nie jestem w stanie na razie powiedzieć, jak wygląda. Mógł być najprzystojniejszym człowiekiem na ziemi, ale nie chciałem go na razie poznawać. - O czyli nie powiesz jak masz na imię? Ok, mi to nie przeszkadza. A w ogóle, to oglądałeś ten film ,,Więzień Labiryntu"? No, to będę nazywać cię grini, jak w tym filmie.
- Sehun, więcej chyba ci nie potrzeba. - Odpowiedziałem
- Czyli umiesz gadać, brawo! - Zaczął klaskać.
- Nie rozumiem dlaczego w tym momencie miałbym się uśmiechnąć czy nawet zaśmiać. Nie znasz mojej historii, więc przymknij proszę cię bardzo mordę i przestań na chwilę pierdolić te swoje farmazony. - moją pierwszą zasadą było ,,zero szacunku dla osób, które nie wiedzą jaki jest twój stan". Jak ona głosiła, nie miałem po prostu dla niego szacunku, dlaczego w ogóle chciałbym mieć?
Obróciłem głowę w jego stronę, zobaczyłem tylko uśmiechnięty ryj, który aż mnie obrzydzał. Nie powiem, Jongin był jednak bardzo przystojnym mężczyzną (albo chłopakiem). Z tego co zdążyłem zauważyć, miał bardzo piękne włosy, które były jak najbardziej zdrowe, nie farbowane. Oczy miał koloru czarnego, jak przystało na prawdziwego azjatyckiego człowieka. Co dziwne, mają dużą uwagę zwróciły jego kości policzkowe, były idealne.
- Może powiesz mi coś więcej o sobie? Ile masz lat; co jest, że trafiłeś do szpitala i tak dalej. - Zapytał, na co nie chciałem odpowiadać, lecz jeśli mam być teraz z nim w pokoju, to czemu miałby nie wiedzieć, że umieram; że zostało mi tylko parę tygodni życia (tak przypuszczam).
- No, więc... - zacząłem opowiadać swoją historię. - Trafiłem tutaj równo tydzień temu. Jeździłem z kolegą na deskorolce, kiedy nagle się przewróciłem i nie mogłem złapać oddechu, w kolanie zaczęło mnie tak zajebiście boleć, że to było niewyobrażalne. Junhyuk, czyli ten mój kolega, zadzwonił po pogotowie i od razu, po przyjeździe tutaj, zabrali mnie na salę operacyjną. Potem byłem na OIOMie kilka dni, a dzisiaj dowiedziałem się, że mam raka tkanki kostnej, czyli kostniakomięsaka, moja mama miała takiego samego. - Opowiedziałem Jonginowi cały tydzień, który przeżyłem w tym białym pomieszczeniu. 
Kostniakomięsak jest to złośliwy, pierwotny nowotwór tkanki kostnej. Raczej jest on przekazywany z pokolenia na pokolenie (czynniki genetyczne), tak jak to było w moim przypadku - mama miała ten nowotwór, dziadek, jego matka etc. Z jednej strony żałuję, że to akurat  j a  go mam, a z drugiej dziękuję Bogu.
Moim marzeniem było, abym zginął w jakimś wypadku. Na samobójstwo byłem za słaby (ale dzisiejszy dzień był wisienką na torcie), dlatego paliłem papierosy. Kurzyłem ile tylko się dało, potrafiłem wypalić dwie paczki dziennie.
,,- Czemu ty tak szybko wypalasz papierosa i zaraz bierzesz się za kolejnego? - zapytał w pewnym momencie Hyungsik, przyglądając mi się uważnie.
- Wy palicie dla przyjemności, natomiast ja, by umrzeć. [1] - Odpowiedziałem powoli, by każdy zrozumiał co mówię."
*

­Podczas, gdy przewozili mnie na inną salę, szybko chwyciłem dwie paczki ze szlugami, by potem móc wypalić dwa papierosy. Co z tego, że nie mogłem się ruszać; co z tego, że byłem zszokowany tym czego się dowiedziałem; szlugi są najważniejszym elementem mojego życia. Tym bardziej, że umierałem (tak twierdzi doktor), to czemu nie pomóc tej maszynie pracować szybciej.
- No to chujowo ogółem. - Skomentował po długiej ciszy mój roommate.
- A u ciebie? Jak wygląda sytuacja? - zapytałem z ciekawością.
- No w sumie też nie jest za ciekawie. Mam raka tarczycy, niedługo mam operację i są dwa warianty. Jeżeli pójdzie dobrze, to pożyję jeszcze z kilka lat. Jeśli coś podczas operacji pójdzie nie tak, to umrę w jej czasie lub kilka dni po niej. Doktor wszystko mi powiedział.
Mimo tego, to i tak mógł niedługo umrzeć, dokładnie tak samo jak ja. Jego dni były policzone, mało osób z rakiem można uratować. Doktorzy mówią, że wszystko jest najlepszym porządku, lecz potem i tak ludzie umierają. Taka kolej rzeczy, nie jest to ważne czy umrze się szybciej, czy w wieku osiemdziesięciu pięciu lat. Nikt nie uchroni się przed swoim przeznaczeniem, dlatego moją kolejną zasadą było ,,Żyj tak, jakby jutra nie było". Tak samo jak każdy, snułem plany, że w przyszłości chcę mieć świetną pracę; że chcę mieć jak najlepsze życie, ale żyłem tak, abym nie musiał martwić co będzie za chwilę. Nie planowałem żadnych spotkań z przyjaciółmi, po prostu wbijałem im na chatę i wypad, bo kumpel przyszedł. Moje życie było jednym, wielkim spontanem.
- Ile masz lat? - zapytał Jongin, który przeniósł wzrok z drzwi na mnie.
- Dziewiętnaście, a ty? - odpowiedziałem.

- Dwadzieścia. - Powiedział, po czym zaczął się śmiać, tak po prostu sam do siebie.


[1] - John Green ,,Szukając Alaski" 

14.12.14

Infant | Third

            Tytuł: Infant
            Gatunek: au, fluff, angst
            Paring: Kaisoo
            Ostrzeżenia: Przekleństwa, Luhan to dziecko Kai'a i Kyungsoo.
        Fabuła: Jongin, który jest członkiem popularnego zespołu na cały świat EXO, postanawia odejść, gdy dowiedział się, że jego życiowy partner będzie miał z nim dziecko.
            A/N: Dobry wieczór kochani! Witam was z nowym  drabblem, który jest kontynuacją Kaisoo. We wcześniejszej wersji dowiedzieliśmy się, że Jongin już wie o tym, że Kyungsoo jest z nim w ciąży. Jeżeli ktoś nie czytał, to gorąco zachęcam (1 | 2). Ogółem, to nie jestem z tego zbytnio zadowolona, że tak opuściłam się z tym one shocikiem, bo można napisać go w jeden wieczór, ale w mojej aktualnej sytuacji, nie jest to możliwe. Dużo dni opuszczam w szkole, ponieważ w okresie zimy bardzo choruję, więc muszę więcej czasu poświęcić na naukę. Mimo tego, że czasu zbyt dużo nie mam, to mam nadzieję, że spodoba wam się i poczekacie jeszcze na resztę.
Dzisiaj tylko tyle (za co najmocniej was przepraszam), ale przemyślenia Kyugnsoo chciałam zostawić na kolejną część, a Jongina napisać w tej, czyli trzeciej. Powtórzenia są specjalnie.

edit. Zapomniałam wspomnieć, że mam dla was specjalną notkę na święta, lecz nie jest to one shot czy drabble, po prostu życzeniam ale jakie - dowiecie się dopiero 23 grudnia :)


Jongin

Dokładnie miesiąc temu; o tej porze, dnia dwudziestego pierwszego czerwca, dowiedziałem się, że jestem ojcem. Moją pierwszą myślą było wyśmianie Kyungsoo, który od zawsze - a raczej od naszego poznania, ponieważ wcześniej go nie znałem - lubił żartować na wszystkie tematy. Pewnego dnia, zaraz po przebudzeniu zapytał z jego wielkim uśmiechem na twarzy, że gdyby był dziewczyną, to czy fajne rzeczy z jego cyckami bym robił. Przyznam, że pierwszą moją reakcją było zaśmianie się, ale za moment spoważniałem i dałem mu do zrozumienia, że nie kocham żadnej kobiety, żadnego innego mężczyzny, tylko jego. Mojego Kyungsoo, który stał przede mną w tamtym momencie. Kyungsoo, który był moim ideałem.
Dzisiejszy dzień jest dniem raczej szczęśliwym, ja i on czujemy się jak dawniej - śpimy razem, jemy razem, a nawet kąpiemy się razem - po prostu tak jak było przed wyjazdem i moją karierą. Czasem jestem na siebie wściekły, że zostawiam go samego; na pastwę losu. Najbardziej teraz, gdy jest w ciąży. Niby nie jest to coś złego, bo w końcu zarabiam na nasz żywot, ale dopóki jego siostra jest w pobliżu, jest okay. Wszystko pieprzy się, gdy Hyeri wychodzi. Kyungsoo nie wie co ma ze sobą zrobić, gdy jedzenia lub czegoś innego zabraknie.
Pomimo tego, że chemia pomiędzy nami jest idealna, jak każda normalna para, kłócimy się ze sobą, na szczęście tylko o jakieś błahostki. Pierwszą naszą poważną kłótnią, było to, że nie jestem w domu w miarę często. Wszystko to, co wtedy on mi wyrzucił było prawdą - w domu bywałem raz na pięć lub dziesięć miesięcy, nie kochałem się z nim już tak często. Podczas gdy mieszkaliśmy jeszcze  r a z e m  w Seulu, do mieszkania przychodziłem zbyt zmęczony, by przywitać się z nim, a nawet pocałować go w głupi policzek. Od razu szedłem spać, potem budziłem się przed piątą, pracowałem i wracałem. I tak w kółko, z dnia na dzień. Wtedy Do zaproponował, żeby on przeprowadził się do miasta pod Seulem (nie mógł on już znieść miast, czuł się w nich źle), które bardziej w rozmowie nazywaliśmy wioską, ponieważ nie było tam dużo domów, zaledwie cztery na krzyż. Kupiłem go mu, gdyż bardzo mu się tam podobało. Podobała mu się okolica; to, że sąsiedzi nie mieli samochodów; że są w niej dwa sklepy (nie musiał jeździć do Seulu na zakupy). Wszystko było idealne, dopóki nie powiedziałem, że muszę wracać. Tym razem było to dziesięć miesięcy bez pocałunku ukochanej osoby; bez dotyku i powiedzenia sobie głupiego ,,Kocham Cię".
Teraz znów jesteśmy razem; znów mogę poczuć zapach  t e j  osoby, która jest najważniejsza w moim życiu. Pierwsza w rankingu ludzi, których kocham niezmiernie (potem oczywiście są rodzice).

- Dzień dobry kochanie. - Powiedziałem, gdy zauważyłem schodzącego Kyungsoo na dół. Był mężczyzną idealnym - idealna sylwetka, idealne ciało; miał wszystko idealne, czyli dobrze zbudowane, ale nie przesadzone. Miał abs, ale przy robieniu go, nie przesadził tak bardzo, by wyglądał jak kulturysta. I d e a ł  człowieka.

- Dzień dobry, kocham Cię! - zaśpiewał, dodatkowo nucąc w głowie melodię piosenki Libera i Barbary Kurdej-Szatan ,,Dzień dobry, kocham Cię!". Bardzo lubiłem tą piosenkę, ale nie pasował mi w niej głos Libera. Słuchałem ją z nim kilka razy na dzień, aż w końcu mi się przejadła; ale jemu nie.